Podobno co trzecia metka na ubraniach, jakie kupujemy w Polsce pokazuje fałszywe informacje! Gorzej jest tylko w Bułgarii...
To, co ma zawierać metka jest ściśle określone w prawie unijnym. W Polsce jednak tych praw się nie przestrzega. Produkty szkodliwe (np. ołów), które znajdują się na naszywce, w nicie lub są domieszką materiału, są zwyczajnie pomijane w informacji na metce. Zdarza się także tak, że bawełna okazuje się akrylem, wiskozą czy poliestrem.
Owszem, gdy już wykryje się oszustwo, nakładany jest mandat. Mandat wynoszący około kilkuset złotych na przedsiębiorce... W krajach starej Unii Europejskiej takie kary wynoszą nawet do 20 000 euro! Następuje konfiskata towaru, wiadomość trafia do prasy, firma jest spalona. W Polsce? Ręka rękę myje.
Uczciwi producenci tracą, a chińscy i tureccy hurtownicy zbijają kokosy na biednych Polaczkach. Czy to uczciwe wobec konsumentów?
Ciekawostka: zainteresowanie kontrolerów wzbudziły skarpetki z włókna bambusowego, włókno bambusowe było, ale tylko na etykiecie


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz